Od tego wszystko się zaczęło…
W młodości byłem molem książkowym. Czytać zacząłem podobno (tak wynika z opowieści rodziców) już pod koniec przedszkola. I to całkiem nieźle. Dodatkowo od dziecka fascynowały mnie liczby, matematyka i (jak tylko zrozumiałem ich znacznie) – pieniądze (wtedy bardziej jako analiza wydatków).
W początkach lat 80-tych, w czasach 13-70% inflacji zamęczałem rodziców stanowczym :) żądaniem informowania ile wydawali rano na zakupy na śniadanie (z rozpiską na poszczególne produkty). Ile kosztowało zatankowanie paliwa. A ile pobyt pod namiotem w Rowach na wakacje. Być może wtedy intrygował mnie wzrost cen? Na pewno nie wiedziałem że nazywa się to inflacją. Ale być może już wtedy to zagadnienie utkwiło mi w głowie na tyle mocno, że od kilkunastu lat inflacja fascynuje mnie matematycznie. Czego efektem jest mój portal na temat wpływu inflacji na finanse osobiste.
Za dziecka liczyłem wszystko co popadnie
- Jadąc samochodem moją ulubioną zabawą było czytanie liczba w tablicach rejestracyjnych i próba matematycznego udowodnienia że trzy pierwsze liczby poprzez określone działania matematyczne dadzą ta ostatnią. Przykładowo gdy numer rejestracyjny był KLA2367 to błyskawicznie wyciągałem dość zagmatwany wniosek że przecież 2*3+6=12 i gdyby poprzednią cyfrę zmniejszyć o 1 (czyli zamiast 6 mamy 5) to po odjęciu od 12 da nam 7 :) Wiem że to trochę bez sensu- sam za tymi obliczeniami chyba wtedy nie nadążałem. A chodziło w tej zabawie o to aby obliczenia zakończyć w głowie zanim będziemy mijać kolejne auto.
- W chyba pierwszej klasie szkoły podstawowej wpadłem na pomysł że zapiszę na kartkach po kolei liczby od 1 do miliona. Ponieważ szło mi to bardzo opornie i w ciągu dnia brakowało na to czasu – po cichu przed snem do późna w nocy zakrywałem głowę kocem i z latarką w ręku mozolnie pisałem kolejne liczby. Celu nie osiągnąłem :) ale przynajmniej uparcie próbowałem!
- Jak tylko w szkole pojawiła się statystyka opracowałem system do gry w ruletkę :) Dający 33% szansa na wygraną i tylko 33% szans na przegraną czyli jakieś 66% pewności że nie przegram. Najbardziej statystycznie szyki psuła mi wartość 'zero’. Jeżeli pojawi się zainteresowanie – zdradzę jak działa ten system!
W szkole / liceum i na studiach zawsze byłem w 100% skupiony na przedmiotach ścisłych. Ze szkodą dla tych mniej ścisłych :) I tak zostało do dnia dzisiejszego.
Sowa która wszystko zmieniła
Ale wróćmy do czytania.

Skoro z czytaniem nie miałem problemów, a zamiłowanie do liczb było wyraźnie widoczne to gdzieś w drugiej połowie szkoły podstawowej (według opowieści było to około 5-ej może 6-tej klasy) dostałem od rodziców na urodziny (czyli tuż przed wakacjami) książkę, która jeszcze bardziej wciągnęła mnie w tematy matematyczne.
Jeżeli Twoje dzieciństwo przypadało na lata siedemdziesiąte/osiemdziesiąte to możliwe że z tą książką miałeś czytelniku kontakt.
To „Rozmaitości Matematyczne – przez Rozrywkę do Wiedzy„, autor: Stanisław Kowal.
Niestety książki od ponad 30 lat nie wznawiano – ale cały czas dostępne są stare egzemplarze na przykład Allegro. Po 5-20 zł za sztukę. Praktycznie zawsze bardzo zużyte – co całkiem zrozumiałe – książka była po prostu fascynująca i nie była to pozycja która po lądowała biernie na półce…
Co znajdziesz w tej książce? Łamigłówki matematyczne począwszy od najprostszych (mój syn w przedszkolu zamęczał przedszkolanki zagadką o dżdżownicy która nigdy nie dotrze do jabłka na drzewie z powodu nieskończoności (zagadki nie trzeba było rozwiązywać poprzez limesy, tylko słownie) po zagadnienia do których zrozumienia przydatna było trochę więcej znajomości teorii z wielu dziedzin matematyki.
Wszystko podane w bardzo prostej formie, z nieszablonowymi i czasem zaskakującymi sposobami na przeprowadzenie obliczeń jakże praktycznych i czasem życie ratujących łamigłówek (jak chociażby zagadka Spartan…).
Książka która otwiera możliwości
To nie mogło pozostać bez wpływu na moje zainteresowania.
W liceum może nie próbowałem stworzyć własnych teorii matematycznych ale poprzez liczby już wtedy ciągnęło mnie do analizy zysków i rynków finansowych. Można powiedzieć że moim znakiem rozpoznawczym w końcowych klasach liceum była kupowana w drodze do szkoły gazeta, z której wybierałem sekcje o biznesie i finansach.
I naturalnym kolejnym krokiem były studia na Akademii Ekonomicznej (obecnie Uniwersytet Ekonomiczny) w Poznaniu. Tak także matematycznie się nie nudziłem :)
W ramach zajęć dodatkowych profesor dla grupy kilku pasjonatów organizował dla nas dodatkowe zajęcia i zadania przygotowujące do egzaminu na aktuariusza. Akurat połączenie matematyki i demografii bardzo mi odpowiadało. Na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu (wtedy Akademia Ekonomiczna) studiowałem na pionierskim roku (a przynajmniej jednym z pierwszych) Informatyki Ekonomicznej w katedrze profesora Witolda Abramowicza. To połączenie matematyki (mieliśmy kilka przedmiotów wokół królowej nauk – np. Matematyka II czy Informatyka Matematyczna z moimi ulubionymi algorytmami NP-zupełnymi i Ekonometrią) z biznesem i finansami doprowadziło mnie do miejsca w którym dziś jestem prywatnie i zawodowo.
A wszystko zaczęło się od sowy na okładce pewnej książki…
Rozmaitości Matematyczne nie są wznawiane…
Nie wiem dlaczego. I nie będę w to wnikał. Na szczęście jest spory rynek używanych książek. Rozmaitości Matematyczne Stanisława Kowala bez problemu kupisz na Allegro. Ceny są różne, zależnie od stanu książki od kilku do nawet 30-40 zł.

Książka ma okładki w różnych kolorach (czerwony, zielony, niebieski i fioletowy). To po prostu różne wydania. Wszystkie z dalekiej przeszłości.
Z reguły książki są mocno „używane”. Dlatego dokładnie czytaj opisy na aukcjach. Ja osobiście kupiłem ich łącznie z 10 egzemplarzy, a ostatni trafiłem w stanie idealnym. Da się. Ale nawet używane są najczęściej w całkiem dobrym stanie. Liczy się treść. A ta jest rewelacyjna!







